Hospicjum Domowe w Białymstoku


Exclamation 
Witam!!!

Zakładam ten wątek, ponieważ chciałabym ostrzec niektórych ludzi, jak również porozmawiać z Wami na temat Hospicjum Domowego w Białymstoku. Na początku przedstawię Wam w bardzo dużym skrócie historię mojej mamy i moją.

W październiku 2009 roku lekarze zdiagnozowali u mojej mamy raka - raka szyjki macicy. W marcu tamtego roku miała operację, która jak sądzili lekarze, uratuje ją i przystopuje rozwój raka. Jednak tak nie było. Z biegiem miesięcy mama przeszła radioterapię w Białostockim Centrum Onkologii, która jak się później okazało, jeszcze bardziej zaszkodziła niż pomogła, bo lekarka dobrała nieodpowiedni rodzaj naświetlań. W lutym tego roku nastąpiła progresja nowotworu a z nią ból, cierpienie i przerzuty do jamy brzusznej. Zapisałam więc mamę do Hospicjum Domowego. Na miejsce czekałam około miesiąca. Skusiłam się na to, bo panie u mnie w przychodni, jak i lekarze (a dodam, że nie nie mieszkam w Białymstoku) tak to hospicjum zachwalali: że lekarz na każde zawołanie, pielęgniarka praktycznie całą dobę do dyspozycji - kiedy chcesz wtedy masz. Jednak teraz tej decyzji bardzo żałuję. W czasie od 1 maja do 4 czerwca lekarz - pożal się Boże, Kożuchowski, był u mamy dwa razy. Nie interesowało go to, że nie mamy leków, ani normalnych do życia, ani przeciwbólowych (bo mama była przytomna i jedyne co jej dokuczało to bóle i wymioty). Podobnie pani pielęgniarka - pani Tracewicz miała to po prostu gdzieś. Pisała w papierach, że była u nas godzinę a w gruncie rzeczy była 10 min, z tego ponad połowę przegadała przez telefon. Jej wizyta polegała na tym, że musi wejść i wypisać kwit, a nie jakoś pomóc choremu czy coś poradzić rodzinie jak się opiekować osobą leżącą. Musiałam podawać kroplówki sama od pierwszego razu. Nawet nie została zobaczyć czy i jak sobie radzę. Jej dewiza: NA BŁĘDACH SZYBCIEJ SIĘ NAUCZYSZ A JA NIE JESTEM OD LATANIA NA KAŻDE SKINIENIE!" Podobnie było z lewatywą, cewnikami, zastrzykami podskórnymi - nic mi nie pokazała, bo się spieszyła!

Teraz chciałabym krótko opisać wydarzenia z pierwszego weekendu czerwca tego roku. 3 czerwca (piątek) z rana przyszła p. pielęgniarka. Posiedziała 10 min., powiedziała że mamie daję maks. 4 dni życia. Dodała też, że porozmawia z lekarzem. Dzwoniłam wieczorem do niej, prosiłam o zmianę wenflonu, bo wyszedł z żyły. Ona odmówiła przyjścia i dodała, że lekarz też nie przyjedzie. Dodam, że nie było go od 23 maja!!!!! Zadzwoniłam więc w sobotę (4 czerwca) do tego konowała - Kożuchowskiego. Zanim odebrał dzwoniłam 5 razy. Powiedziałam jak jest: że nie ma leków, że mama źle się czuje... Z łaski powiedział, że przyjedzie, bo jest bardzo zajęty. Przyszedł po godz. 18 i nie boję si e tego powiedzieć - zrobił wszystko, aby moją mamę zabić!!! Przedawkował leki, całkowicie odciął ją z kontaktu z otoczeniem, bo mu przeszkadzało, że mama jęczy, wykonywał takie zabiegi, że krew tryskała po ścianach!!! Przy tym miał taki diabelski uśmieszek i na wszelkie prośby zaprzestania działań coraz bardziej się nad mamą znęcał! Zostawił też kroplówkę, po której mama miała wypocząć i się wzmocnić, a w efekcie tego wszystkiego w nocy z 4 na 5 czerwca zmarła!!! Od jego wyjścia pożyła 4 godziny! Najgorsze jest to, że w papierach nie opisał połowy czynności jakie robił i zaniżył ilość podanych leków (np.: w karcie: 5 ml Morfiny, w rzeczywistości 4 x 5 ml!!!) żeby w nich było jak najbardziej czysto.

Dlatego ja jestem zdania, że Hospicjum Domowe to dobra instytucja jeżeli rodzina chce się pozbyć chorego z domu a jego śmierć wyglądała na absolutny przypadek! Dodatkowo za wszystko trzeba płacić: leki, badania, aparatura itd. Największą uwagę przykuwa to, że jednak nikt się chorym nie interesuje - ani lekarz ani pielęgniarka a przecież to ma być opieka paliatywna!!!!

A Wy jakie macie doświadczenia z Hospicjum Domowym?

Proszę tylko bez ocen, bo opisałam swoja autentyczną nie przerysowaną i beż wyolbrzymień historię, na która mam świadków!!!
Odpowiedz
Wlasnie przeczytalam twoj watek. Po 8 miesiacach czuje sie w chyba trche na silach zeby podjac temat Hospicjum Domowego w Bialymstoku. Nasz przypadek jest bardzo podobny do twojego- nie jestem w stani psychicznym dzisiaj go opisywac. Po krotce- ZABIJAL nasza mame doktor Kozuchowski- pielegniarke mielismy dobra jedyna ostoja. Wlasnie zaczynam poszukiwania gdzie mozna na niego naskarzyc I ostrzec innych pacjentow I ich rodziny. Kozuchowski to najgorszy lekarz jakiego kiedykolwiek spotkalam, tak jak opisane powyzej wyglada na to ze robi wszystko aby szybko pozbyc sie pacjenta. Ponadto ma brudne rece, z torby z narzedziami, lekami wysypuje sie taki brud ze nie moglysmy zsiostra odszorowac dywanu, to ze przychodzi z laski po kilku telefonach juz opisalas. Ponadto zabija psychicznie pacjentow I ich rodzuny swoim sarkazmem, do mojej umierajacej mamy ciagle przytonej na powitanie powiedzial- CO ZA DZIEN DZISIAJ MIALEM 3 MI ZESZLO. na kazdej wizycie takie I podobne komentarze. Panie Kozuchowski obiecuje panu ze na kazdym forum gdzie spotkam sie z Panskim nazwiskiem opisze opieke jaka obdarzyl pan moja mame I moja rodzine w ostatnich tygodniach jej zycia.
Odpowiedz

[-]
Szybka odpowiedź

Disable AutoMedia embedding for this link.   MP3 Playlist

Weryfikacja przeciw botom
Zaznacz pole wyboru znajdujące się poniżej. Ten proces pozwala chronić forum przed botami spamującymi.