Witaj! Rejestracja

Komediantka - W. Reymont


Bukowiec - stacja kolei dąbrowskiej.
Leży pomiędzy wzgórzami okrytymi bukiem i sosną. W długiej i wąskiej dolinie, pełnej wód potoków, postawiono stację. Dworzec z budynkiem jednopiętrowym, z mieszkaniami zawiadowcy i jego pomocnika, drewniany domek z boku dla telegrafisty i niższej służby, trzy baraki strażnicze. Zawiadowcą był Orłowski, wdowiec, który miał córkę Janinę. Z ojcem Janiny rozmawiał Jan Grzesikiewicz, prosząc o rękę córki. Orłowski dał mu słowo i kazał mu przyjść na obiad na drugi dzień. Grzesiukiewiczowie byli chłopami. Z karczmarza przeistoczył się stary Grzesiukiewicz w handlarza. Na porębach i handlu opasami dorobił się krociowego majątku. Jeszcze dużo ludzi pamiętało, że nazywał się Grzesik. Jego syn Jan odebrał staranne wykształcenie, a teraz pomagał ojcu. Przed dwoma laty poznał Janinę i bardzo się w niej zakochał. U Orłowskiego usługiwała Kręska. Dawna aktorka, która miała już dość tak ciężkiego teatralnego życia. Rzuciła teatr i teraz nie pragnęła go już. Poznała wtedy młodego chłopca, ale była z nim tylko dwa lata. Gdy ją rzucił, dała ogłoszenie do gazety, że wdowa poszukuje spokojnej pracy.
Zgłosił się Orłowski. Przyzwyczaiła się już do względnego dobrobytu i życiowej ciszy. Jej głównym zamiarem po sprowadzeniu się do Bukowca, było małżeństwo z Orłowskim, który miał niezłą pensję, kilkanaście tysięcy rubli rocznie. Była tylko jedna przeszkoda, jego córka Janina. Kręska zrozumiała, że dopóki Janina jest w domu, ona nie może nic zrobić. Orłowski nienawidził Janki, za to że była dziewczyną, a w dodatku dzieckiem jego żony. Jego żona nie mogła znieść jego tyrani, więc uciekła od niego. Procesował się, chciał ją zmusić do powrotu. W kilka lat po rozłączeniu żona Orłowskiego zmarła, a on sam przyjął dziecko pod swój dach. Podczas obiadu Orłowski oświadczył Jance, że Janek Grzesikiewicz oświadczył się o jej rękę. Janka odrzekła, że nie zgadza się. Wówczas ojciec odpowiedział, że uczyni wszystko, i będzie żoną Janka Grzesikiewicza. Próbował ją przekonywać, że jest to jedyna szansa dla niej. Kiedyś oświadczył się jej Zielenkiewicz, ale odpowiedziała mu, że z jej posagu nie będzie spłacał długu. Teraz oświadczył się Janek. Janina kilkakrotnie grała w miejscowym amatorskim teatrze. Robiła to nawet bardzo udanie. Kręska zwierzając się ze swojej przeszłości podsyciła w Jance ochotę do tego zawodu. Janina kupiła książkę Szekspira i można powiedzieć, że wprost oszalała. Wszystko wydawało się jej zbyt małe, zima nie tak mroźna, lato nie tak gorące. Biegała po lasach, wzgórzach, przebywała na polanach podczas deszczu. Teraz przyszedł czas na odpowiedź Grzesiukiewiczowi. Zjedli razem obiad, po czym ojciec zostawił ich samych. Janek wyznał Jance że ją bardzo kocha, dlatego prosi o jej rękę. Janka na jego drżący głos i wyznanie tak wielkiej miłości, przez chwilę była nawet gotowa się zgodzić. Jednak była to tylko chwila. Powiedziała, że go nie kocha, więc nie może go poślubić. Janek chciał chociaż obietnicy, że może za rok, dwa. Gdy o odmowie dowiedział się ojciec wpadł we wściekłość. Powiedział żeby się jeszcze raz zastanowiła, że do ołtarza zaprowadzi ją siłą. Jeżeli go nie posłuch to on się jej wyrzeknie i wypędzi ją z domu. Janka odpowiedziała, że nie, że może iść z domu precz. Kupiła bilet i wyjechała.
Warszawa
Dyrektor rozmawiał z aktorami, podeszła Majkowska, prosząc go aby rolę Nitouche dał Nicolecie. Była to intryga, ponieważ Nicoleta nie potrafiła śpiewać, a ta rola tego wymagała. Janka przyszła do teatru, pytała o dyrektora. Chłopiec obsługujący w teatralnej kawiarni, pokazał jej go. Janka podeszła do dyrektora Cabińskiego, prosząc o angaż do teatru. Odpowiedziała mu, że nie grała w żadnej grupie aktorskiej, gdy to usłyszał kazał jej przyjść jutro. Przyszła dyrektorowa, nie lubiła żadnych nowych aktorek, a tym bardziej tych, które miały jakiś talent. Sama trochę grała, ale chyba bardziej dla tego, że była żoną dyrektora. Sawińska stara krawcowa zauważyła, jak Janka chodzi zdenerwowana po scenie, przed spotkaniem z dyrektorem. Sowińska. Powiedziała, że trzeba przekupić dyrektora, postawić mu piwo, koniak, przekąskę. Dyrektor był zadowolony, że Janka gra na pianinie i śpiewa. Sowińska zostawiła ich samych, wtedy dyrektor zaczął napastować Janinę. Ta wyrwała się i pchnęła dyrektora tak silnie, że ten upadł. Powiedział jej, że jak będzie tak postępować, to do końca życia będzie grała w chórze. Ona jednak cieszyła się , że jest przyjęta. Była podekscytowana tym pierwszym przedstawieniem. Poszła do garderoby dla chórzystek.
Była to buda z nieheblowanych desek, również nie pomalowanych. Aktorek była tam ze dwadzieścia. Każda a nich żyła własnym życiem, szykując się do występu rozmawiały o swym codziennym życiu, o trapiących ich problemach. Nadszedł czas występu. Janka była jak w transie, wszystko wydawało się jej tak cudowne, wspaniałe. W czasie pierwszej przerwy przez dziurkę, patrzyła na publiczność. Tu przeżyła drugie rozczarowanie. ( pierwsze to, że rekwizyty były z kartonu i drewna, aksamit nie był aksamitem, a korona złota z papieru. ) Ludzie, którzy ją oglądali, to byli ci przed którymi uciekła. Tacy sami jak ojciec, Zielnikiewicz, Janek Grzesikiewicz. Tamci byli dla niej tacy płascy, płytcy. Ci wydawali się tacy sami. Spotkała redaktora, który po krótkiej rozmowie, obiecał że napisze o niej recenzje w gazecie, mówił że zrobi z niej gwiazdę. Już druga scena nie podniecała tak Janki. Mimo to gdy przyszła do pokoju w hotelu, ten wydał się jej jeszcze bardziej brzydki, okropny. Nie mogła zasnąć. Śniły jej się różne sceny. Raz była w Bukowcu, drugi raz w Warszawie. Ranem zapukała do niej żydówka. Chciała koniecznie coś sprzedać Jance, polecała się jej do wynajmu pokoju, a gdy usłyszała że jest aktorką, poleciła jej bogatych panów. Janka nie mogła uwierzyć w słowa żydówki. Wyrzuciła ją za drzwi. Tamta mówiła że jeszcze Janka będzie ją po rękach całować. Janka wyszła do teatru na próbę. Po drodze spotkała Sowińską, mówiła o poszukiwaniu pokoju. Sowińska oferowała się ze swoim. Mówiła że Janka będzie miała spokój w jej domu. Orłowska miała go zobaczyć po próbie.
Na próbie zwróciła na siebie uwagę, grając na pianinie Kaczkowskiej. W domu dyrektor pisał zaproszenie na kolację dla aktorów. Dzieciaki biegał wrzeszcząc po całym mieszkaniu. Jego żona siedziała naprzeciwko w fotelu, paląc papierosa. Zaczęła narzekać na styl w jakim grała . Dyrektor zdenerwował się, że jego żona, chce się pozbyć z teatru najlepszej aktorki. Doszły do zwady pomiędzy nimi. Każde chciało umniejszyć kunszt aktorski drugiemu. Weszła niania, która zaczęła narzekać, że nie ma pieniędzy na jedzenie, nie ma w co ubrać dzieci. Była ona u nich od dawna, prosta chłopka, która przywiązała się do nich, a najbardziej do dzieci. Dyrektorstwo, żywiło się w restauracji, nie kłopocząc się tym w domu. W teatrze była wystawiana sztuka. Dyrektor krzyczał najwięcej w czasie przerwy. Ciągle czegoś nie miał. Do domu dyrektora przyszedł mecenas. Wpadł tylko na chwilę, aby porozmawiać z dyrektorową o interesach . Ta bała się, czy aby nie będzie chciał zwrotu długu, który u niego zaciągnął dyrektor, dając w zastaw bransoletę swej żony. Poszli na próbę do teatru. Tam mecenas zobaczył Jankę. Poprosił żeby przyszła na chwilę. Zaczął jej wróżyć z ręki. Wszyscy byli ciekawi, co też powie. Jednak on powiedział Jance, że powie jej w tajemnicy, za dwa tygodnie gdy przyjedzie. Zaprosił dyrektorową do kawiarni, tam oddał jej bransoletę, mówiąc iż to jest prezent na urodziny. Była wprost zaskoczona hojnością mecenasa. Janka przyszła po próbie do domu dyrektora. Tam dyrektorowa poprosiła ją czy mogła by uczyć jej córkę grać. Janka się zgodziła.
W towarzystwie już wszyscy wiedzieli, że Janka może mieć wpływy u dyrektorowej. Podczas przedstawienia, doszło do kłótni pomiędzy Majkowską, a Kaczkowską komu należą się kwiaty, które wzięła Majkowska. Wezwano świadków, chórzystki, ale żadna nie chciała narazić się obu aktorką. Janka powiedział że stała blisko, i kwiaty dostała Majowska. Kaczkowska mogła wzrokiem zabić, za to Majkowska stała się przyjaciółką Janki. Zaprosiła ją na wypad na Bielany. W domu dyrektora szykowała się gala urodzinowa. Trzy razy w roku u dyrektora była taka gala. W Święta Bożego Narodzenia, Wielkanocne, oraz urodziny Pepy, tak nazywał żonę dyrektor. Pełno było wszystkiego, nie żałował nic, później odbijał to sobie na gaży aktorskiej, ale nikt jakoś nie zwracał na to zbytniej uwagi. Przed przyjęciem odbyła się próba, na której reżyser wybrał co marniejsze aktorki, aby żona dyrektora zabłysła jako gwiazda. Ta znając doskonale rolę, wszystkie wykuwała na pamięć, rzeczywiście błyszczała. Po próbie, wszyscy mieli przyjść na urodziny. Dom był przygotowany odświętnie, dywany na podłogach, grube story w oknach. Ostatnia przyszła Janka, ponieważ miała najdalej z hotelu. Była bardzo ładnie ubrana, i chodziła po mieszkaniu z pełną gracją salonowej damy. Inne kobiety, bały się tych dywanów, pobrudzenia jedzeniem swych jedynych odświętnych sukni. Zachowywały się nienaturalnie, dziwnie. Majkowska zaraz złapała Jankę pod rękę, prowadzając po pokoju, opowiadać przeróżne ciekawostki. Inni też potworzyli pary, toczą dyskusję na różne tematy. Janka podziwiała to zbiorowisko aktorów.
Po przyjęciu u dyrektora Janka przeprowadziła się do Sowińskiej. Stara krawcowa chodziła przy niej jak przy lokatorce płacącej z góry. Chociaż była szorstka i gwałtowna, była dobrą kobietą, którą los strasznie pokarał. Odszedł ją mąż, porzucił dla chórzystki, odszukała go, miał z nią drugie dziecko syna i ponownie ją opuścił. Pogodziła się z tym, zaczęła ciężej pracować aby zarobić na utrzymanie dzieci. Syn od małego czytał, jednak nie miała pieniędzy aby go posłać do szkoły. Oddała go na termin do brązownika, jednak ten skarżył się, że syn zaniedbuje się w pracy, czyta po nocach, w dzień nosi książki za pazuchą. Chociaż go biła, prosiła, ten całował ją i przepraszał, ale uparcie powtarzał, że pójdzie do teatru. Do tych wszystkich nieszczęść doszło nowe. Przywieziono jej męża ślepego. Dzieci uprosiły, aby go przyjęła. Córkę wydała za mąż, Oleś grał w teatrze. Był artystą. Grosza nigdy nie miał, ona o chlebie i herbacie żyła, aby mu pomagać. Zakochał się w jakiejś chórzystce. Przysłała jej telegram, aby przyjechała do Suwałk ponieważ syn jest chory. Na miejscu dowiedziała się, że jej syn zastrzelił się, gdy dowiedział się, że jego ukochana sypia prawie z każdym. Nie potrafił żyć z tym faktem. Gdy ją dopadła, zbiła strasznie. Podrapała jej twarz, siłą ją od chórzystki odrywali. Janka chciwie słuchała tej tragicznej historii. Janka rozpamiętywała gesty, słowa, sposób mówienia Sowińskiej. Już widziała się w niektórych rolach, wiedziała jakby je grała.
Miasto zaczęło powoli nudzić Jankę. Wydawało się jej, że te kamienice ją uduszą. W czasie spaceru spotkała na mieście Niedzielską, matkę Władka z teatru. Ta zaprosiła ją do siebie. Skarżyła się, że jest sama, że Władka cały dzień nie ma w domu. Janka zaproponowała, widząc że Niedzielska kaszle i ciężko oddycha, że pojadą dorożką. Niedzielska stwierdziła, że to jest niepotrzebne, że drogie, jednak gdy Janka powiedziała, że ona zapłaci, Niedzielska chętnie skorzystała. Pierwsza wyskoczyła z dorożki, aby czasem nie płacić. W bramie kamienicy skrzyczała stróża że ubrał nową koszulę, że ma pilnować, aby dzieci nie grały w piłkę, przed kamienicą, bo powybijają szyby i kto będzie za to płacił. Cały czas narzekała, chcąc Jankę zniechęcić do Władka również aktora w tym samym teatrze.
Szykował się wyjazd na błonie, na który była zaproszona również Janka. Mieli jechać również Koticki, który oświadczył się Jance, Głogowski, pisarz, Topolski i dwie aktorki. Topolski chciał założyć teatr, w którym będą grane tylko sztuki poważne, Głogowski wszystko krytykował, wszystkie ideały, poetów romantycznych z Byronem i Szelleyem na czele. Rozmowa o tych pisarzach, bardzo wciągnęła Jankę, żywo zainteresowaną sztuką. Kotlicki żartował ze wszystkich, niszcząc ich zamiary w samym zarodku. Zbierały się chmury i zaczęło padać, więc towarzystwo również się zebrało do powrotu do Warszawy. Janka czuła się teraz jak dawniej w domu, naturalnie, swobodnie. Nie kryła tego. Głogowskiego bardzo to intrygowało. Widział w niej prawdziwą kobietę, zaoferował jej swoją przyjaźń.
W teatrze miano czytać sztukę Głogowskiego Chamy. Janka miała w niej małą rolę. Została wyróżniona z pośród wszystkich chórzystek. Do Warszawy powrócił mecenas ( na początku wróżył Jance z kart). Zaprosił Jankę i Majkowską na śniadanie. Janka była bardzo zaskoczona zachowaniem koleżanki. Przed paroma minutami została poniżona przez Topolskiego, z teatru wychodziła z płaczem. Powiedział tylko Jance, że ma również kogoś innego. Teraz była zupełnie inna. Rozpromieniona, kokieteryjna, wesoła. Zdziwiła Jankę ta dwulicowość. Nadszedł dzień zapłaty za kwaterę. Janka zapłaciła dziesięć rubli. Ze strachem stwierdziła, że 200 rubli wydała w pięć tygodni. Zostało niewiele. Zwróciła się do Cabińskiego o gażę. Ten jak zwykle opryskliwy gdy chodziło o pieniądze, powiedział, że nie ma. Wie że należy się jej również za korepetycje ale nie ma. Kazał jej po próbie iść do kasy. Tam Jance wypłacili rubla. Janka dopiero teraz zrozumiała chórzystki i aktorów. Pogoń za pieniądzem, którego notorycznie niema. Bieda zajrzała Jance w oczy. Teraz dzień w dzień ustawiała się w kolejce do kasy. Janka spotkała się z Głogowskim. Poszli na spacer. Po rozmowie, wracając do domu, jeszcze raz zaproponował Jance przyjaźń. Przyjęła ją . Rozmawiali o sztuce, która miała być wystawiana. Tej premiery obawiał się Głogowski. Dziwił się czemu Janka nie powiedziała mu o większej roli dla siebie, on by jej to załatwił. Nadszedł dzień premiery. Po pierwszym akcie, padły tylko nieliczne brawa. Po następnych wołano autora, aby się pokazał. Głogowski był bardzo zadowolony. Zaprosił wszystkich na poczęstunek. Pito dużo, kłócono się dużo. Janka też piła, chociaż nigdy przedtem tego nie robiła. Straciła kontakt z rzeczywistością. Czuła, że ktoś ją prowadzi, podpiera, obejmuje. Jedzie dorożką , ktoś obłapia ją, obejmuje, całuje. Oprzytomniała na chwilę. Kotlicki całował ją. Chciała się wyrwać, nie miała sił, krzyczeć również. Stała na chodniku, Kotlicki dzwonił do bramy. Wyrwała mu się, pchnęła go na mur, zaczęła uciekać. Nie wiedziała czy goni ją, czy nie. Przystawała w bramach, wreszcie dotarła do domu. W myślach krążyło tylko jedno słowo - Podli, Podli.
Sowińska, która otwarła jej drzwi, mówiła, że mogła do dnia poczekać, a nie budzić ludzi w nocy. Na drugi dzień, Janka chodziła z głową dumnie podniesioną do góry. Przypuszczała, że wszyscy wiedzą o jej wyjściu z Kotlickim. Nie przejmowała się jednak tym. Po kilku dniach przyszedł do niej Głogowski. Czytał jej recenzje z wystawionej sztuki. Były różne. Powiedział Jance, że wyjeżdża do Radomia, gdzie będzie dawał korepetycje. Janka zasmuciła się bardzo, polubiła tego człowieka, u którego pod warstwą szorstkości, kryła się delikatność i subtelność. Nadeszły ciężkie czasy dla Janki. Zalegała z czynszem za pół miesiąca. W domu już nie czyniono jej grzeczności jak na początku. Przy stole czuła się niepewnie, bojąc się usłyszeć jakieś złe słowo. Cabiński nie płacił. W połowie sztuki, zabierał pieniądz z kasy, a następnie tłumaczył, że ich nie ma. Kazał pokazać nie sprzedane bilety. Zostawiał w kasie kilka rubli, do podziału na kilkanaście osób. Janka mu wierzyła. Dając lekcje, widziała , jak niania za własne pieniądze kupowała dzieciom jeść.
W domu Sowińskiej zanosiło się do rozmowy o zapłacie. Po obiedzie do pokoju Janki przyszła córka Sowińskiej. Janka powiedziała, że za godzinę zapłaci. Zastawiła w lombardzie złotą bransoletkę. Byli bardzo zdziwieni, że zapłaciła. Wymówiła im jedzenie, znajdując tanią kuchnię na mieście. W końcu bułka i serdelek, musiały wystarczyć na cały dzień. Głód, to uczucie nie było fizycznie znane Jance. Teraz nie jadła już od dwóch dni. Zamknęła drzwi, bo z mieszkania dolatywał zapach smażonego mięsa. Otworzyła okno. Widziała jak ludzie siadają do obiadu, na podwórku robotnicy również zasiadali do obiadów, jedli z czerwonych glinianych garnków. Tylko ona nie jadła nic. Cabiński nie płacił, zrywano przedstawienia, Jance po kryjomu dał dwa ruble, chcąc zabezpieczyć tym dalszą naukę dzieci. Janka wreszcie coś zjadła. Wpadł do niej Głogowski, chciał się pożegnać przed wyjazdem. Jej widok zaskoczył go bardzo. Kazał sobie wszystko opowiedzieć. Pod poduszkę schował 30 rubli, które miał na podróż do Radomia. Janka zastawiła mu drzwi. Powiedziała, że nie przyjmie pieniędzy. Dopiero po długiej perswazji, zgodziła się to zrobić. Wykupiła swoją bransoletkę, kupiła kapelusz. Zaczęła większą uwagę zwracać na Władka. Wiedziała, że ją kocha.
Bransoletka ponownie trafiła do lombardu, głód ponownie obejmował Jankę. Chcąc grać w teatrze, mogła nie jeść, ale nowe kostiumy musiała kupować. Chodząc na spacery, patrzyła na strojne paniusie, chciała je zaczepić i spytać, czy wiedzą co ot jest bieda. Mimo wszystko czuła się wyższa od nich wszystkich. Ja mam cel, mam ideę myślała. Nasycała się pogardą dla tych ludzi. Nienawidziła dyrektorowej, gdy okazało się, że pod maską przychylności kryje się jędza. Władek, podpowiedział Jance , aby poprosiła dyrektorową o większą rolę. Ta jej obiecała solennie, że jej to załatwi. Władek zaofiarował się, że jej pomoże w nauce tej roli. Spędzała coraz więcej czasu z nim. Kochała go, nie mogła się bez niego obejść. Cieszyła się nawet z braw jakie on dostawał za swoją grę. Lubiła się przytulać do niego na spacerach, lubiła jego niski głos. Oddała mu się. Władek natomiast czuł, że ma tylko jej ciało . Nie miał jej całej, jej duszy. Starał się udoskonalić swój kunszt miłosny, aby ją zdobyć całą. Janka już nie tylko rolę, ale całą sztukę znała na pamięć. Jednak ciągle przekładano termin. List od Głogowskiego czytała na raty, nie cieszyła się z niego zbytnio.
Wszyscy w teatrze mówili o nowym towarzystwie Topolskiego. Topolski zaprosił również Jankę. Gdy już się rozchodzili, poprosił, aby Janka została na chwilę. Przedstawił jej wizję tworzonego teatru. Brakowało tylko pieniędzy, a właściwie to nie brakowało. Kotlicki powiedział, że da dwa tysiące, ale tylko Jance. Janka się rozgniewała. Żadne namowy nie dały rady. Wreszcie usłyszała, że żyła z Głogowskim, teraz z Władkiem i nic nikt nie mówi, to normalne. A Kotlicki by dał pieniądze. Gdy stanowczo odmówiła wyprosili ją stekiem przezwisk. Z płaczem poszła do domu. Na drugi dzień przyszedł do niej Władek. Powiedziała, że wszyscy o nich wiedzą. Nie przejął się tym, tylko narzekał , że ma dług i nie może go spłacić. Matce się boi powiedzieć, ponieważ jest bardzo chora. Janka dała mu zegarek do zastawienia. Sprzedał, przyniósł 30 rubli, z tego 20 wziął na spłatę długu. W myślach powtarzał, że teraz się odegra. Janka grała na próbie. Wszyscy na nią narzekali. W końcu Cabiński odebrał jej rolę. Była zdruzgotana. Przypomniała sobie wróżbę broń się od marzeń i wody. Przyszła Rosińska, która wyjaśniła Jance dlaczego odebrano jej rolę. To Majkowska knuła intrygi. Bała się, że Janka zepchnie ją na drugi plan . Obiecała się zemścić za to na Majkowskiej (Rosińska). W czasie gry Janka zauważyła, że Majowska gra jej gestami, jej pozą. Syknęła złodziejka. Majkowska drgnęła. Rosińska, powtarzała za nią rolę, czasami jak echo. Majkowska zaczęła się gubić. Dąbek sufler, zatkał uszy bawiąc się tym dobrze. Sztuka została położona. Część aktorów była z tego zadowolona. Niektórzy powiedzieli Cabińskiemu, że odejdą gdy nie zdejmie Majkowskiej. Władek się ulotnił, świadomie jej unikał, bo taka dziewczyna była mu niepotrzebna.
Wciąż musiał grać przed nią kogoś innego. Nie pasował do niej, do jej wyniosłości, do jej pojęcia o teatrze. Janka leżała chora. Wprawdzie nic ją nie bolało, ale czuła się wypalona. Dopiero teraz przejrzała teatr. Grupa klaunów, robiąca umizgi do rozbawionej gawiedzi Grześkiewiczów, Kotlickich. Marzenia prysły w oka mgnieniu. Sława teatralna, duma tu nic nie znaczyły. Władek przyszedł tylko raz ją odwiedzić, chciał się tłumaczyć, ale go wyrzuciła. Jego też przejrzała. Dziwiła się jak mogła go kochać i oddać mu się. Sama przed sobą była upokorzona. Sowińska, kazała jej jechać do Bukowca do domu. Jance przepłynęły obrazy rodzinnej ziemi przed oczami. Nie miała po co tam jechać. Jednak te lasy, bory, wolna przestrzeń, tego jej brakowało. Ale tylko na samą myśl, tych pięknych wspomnień poczuła się lepiej. Poszła na spacer nad Wisłę. Położyła się na ciepłym piasku. Miała już dość trwającej trzy miesiące wegetacji. Gdy się ocknęła, siedział koło nie wędkarz. Myślał, że Janka chce się utopić. Janka stanowczo temu zaprzeczyła. Wyczuła, że temu człowiekowi może się zwierzyć z swoich kłopotów. Zaczęli rozmowę. Janka powiedziała, że jest aktorką. Wędkarz zaczął swoje. Komediancki świat. Udawane miłości, pozy, smutne złudzenia, przestaje się być potrzebnym, gdy się jest zużytym. Janka była zdziwiona, że ów człowiek nie czyta gazet, nie chodzi do teatru. Odpowiedział, że go to nie interesuje, jest mu to niepotrzebne. Jest to też niepotrzebne prostym ludziom, bez Niutona i Szekspira czują się dobrze. Rozmawiał z nią o wartości i cenie życia ludzkiego. Do swej postawy doszedł doświadczeniem życiowym i myśleniem. Mówił jej o innym świecie, o śpiewie ptaków, szumie drzew i wody, o mowie trawy. O cudach przyrody, które pokazują całe swoje piękno samotnym i wrażliwym. Janka myślała o tym. Przebaczać zło, wszystkich traktować dobrze.
Przyszedł do niej Władek. Popatrzyła zimno na niego. Wysłała go po puder, bo chciała iść do teatru. Na dole spotkał mecenasa, powiedział, że idzie do apteki, bo Janka jest chora, a nie ma pieniędzy. Mecenas dał mu 10 rubli, a Władek klucz od mieszkania Janki. Mecenas wszedł, Janka rozebrana była bardzo zaskoczona. Kazała mu natychmiast wyjść, chciał się tłumaczyć, ale wyszedł wściekły i obrażony. Władek gdy wrócił , zdziwił się, że nie ma mecenasa w domu, powiedział, że naciągnął go na pieniądze, kupił jedzenie. Janka chciała mu rzucić w twarz Podły, ale przypomniała sobie słowa - Przebaczaj. W teatrze grano różne sztuki, Janka dalej grała w chórze. Nic już jej nie bawiło, nie interesowało. Zobaczyła Władka, jak obcałowywał nagie ramiona Majkowskiej. Zawołała go, rzuciła mu w twarz, że jest podły, najpodlejszy ze wszystkich. Sowińska odkryła, że Janka jest w ciąży. Nie kazała się jej ściągać gorsetem, bo to może grozić jej zdrowiu. Janka była zdumiona, gdyż bardzo się kryła ze swoim stanem. Topolski i Majkowska, aby grać w danej sztuce, kazali sobie wypłacić po 50 rubli. Cabiński im obiecał. Po skończonym przedstawieniu, przy kasie było masę kłótni, zgiełk i tumult. Janka gdy się upomniała o pieniądze, dostała burę od dyrektora. Sezon się skończył. Cabińska prosiła Jankę, aby z nimi pojechała do Płocka. Będzie jej dobrze przy nich. Odmówiła z łzami w oczach. Została poproszona do umierającej Niedzielskiej, matki Władka. Spytała się gdzie jest jej syn. Gdy Janka odpowiedziała że nie wie, wyzwała ją od najgorszych. Nawet nie miała sił się bronić.
Po drodze spotkała Wolską, również aktorkę Cabińskiego, która powiedziała, że śpiewa w restauracji, aby zarobić parę groszy, na lekarstwa dla syna. Janka poszła z nią. Była przerażona. Pijackie wrzaski, stukanie kuflami o stoły. La Janki było to nie do zniesienia. Poszła do domu. Tam Sowińska powiedziała, że musi się wynieść, ponieważ mieszkanie już zostało wynajęte. Jej rzeczy zostaną jako zapłata, a jak wróci i zapłaci, to rzeczy się odda. Śmierć, to słowo najczęściej przenikało myśli Janki. W nocy z kuchni wykradła butelkę esencji octowej, a z samego rana wyszła z mieszkania. Długo chodziła po mieście, ściskając ową butelkę. Wynajęła pokój w hotelu. Poprosiła o papier i pióro, do napisania listów. Jeden do ojca, a drugi do Głogowskiego. Starannie oba listy zaadresowała. Wypiła całą butelkę, padła na podłogę w boleściach. Kilka dni później Kotlicki będąc w Warszawie, przeczytał wzmiankę w gazecie. Aktorka Janina Orłowska popełniła samobójstwo, jej stan jest ciężki, ale lekarze dają jej nikłą szansę . Blady, siny, rzekł w tylko Komediantka, rzucając zmiętą gazetę na podłogę.



.doc   komediantka.doc (Rozmiar: 91 KB / Pobrań: 6)
Odpowiedz

[-]
Szybka odpowiedź

Disable AutoMedia embedding for this link.   MP3 Playlist

Weryfikacja przeciw botom
Zaznacz pole wyboru znajdujące się poniżej. Ten proces pozwala chronić forum przed botami spamującymi.

Użytkownicy przeglądający ten wątek:

1 gości